Najnowsze posty

RECENZJA: Milion nowych chwil - Katherine Center


Hej kochani! Jak się macie? Mam nadzieję, że dobrze. 
Po pierwsze chciałabym Was przeprosić za mniejszą aktywność na blogu i zaległości, jakie ostatnio się nazbierały, ale już śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż... przeprowadzamy się. Przeprowadzamy się do większego miasta w związku z podjęciem nowej pracy i wszystko dosłownie staje na głowie. Zakupy, meblowanie, prace w ogródku... wszystko to zabiera tak wiele czasu, że wieczorem nie mamy nawet siły, by wziąć książkę do ręki. Mamy nadzieję, że nam wybaczycie. 

Recenzję, jaką dzisiaj dla Was przygotowałam, powinna znaleźć się na blogu już dawno, ale z wiadomych powodów tak się nie stało. Mam dla Was książkę "Milion nowych chwil" autorstwa Katherine Center i wydawnictwa Muza, o której zapewne słyszeliście już wiele dobrego. Jest to moje pierwsze zatchnięcie z autorką i jej twórczością, ale jestem bardzo zadowolona i jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zapraszam do przeczytania.

Milion nowych chwil Katherine Center

Czyli przejmująca opowieść o życiu w ogóle...


 Tytuł oryginalny: How To Walk Away
Autor: Katherine Center
Tłumaczenie: Anna Rajca-Salata
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA
Ilość stron: 416

"Milion nowych chwil" to powieść pisana niejako w formie pamiętnika przez młodą, dwudziestoparoletnią kobietę, której dotychczasowe życie wydaje się być niemal idealne. Maggie niedawno ukończyła studia, ma rozpocząć wymarzoną, prestiżową pracę, a na dodatek jej chłopak Chip, przystojny pilot chce ją poprosić o rękę. Wszystko idzie zgodnie z planem, jaki za przyzwoleniem swojej matki realizuje kobieta, do czasu gdy lot cessną w piękną, walentynkową noc kończy się katastrofą. Gdy Chipowi udaje się się wyjść z wypadku praktycznie bez szwanku, Maggie traci nie tylko pierścionek zaręczynowy, ale swoje marzenia. Poparzona, okaleczona i samotna rozpoczyna walkę o swoje dawne życie. Czy uda jej się je odzyskać? Czy będzie zmuszona leczyć nie tylko swoje rany, ale i złamane serce? A może będzie musiała się pogodzić, że wszystko straciła? Tego oczywiście Wam nie zdradzę, ale mam nadzieję, że te pytania skutecznie Was zachęcą do sięgnięcia po tą lekturę.

Już na samym wstępie powiem, że największym atutem tej powieści są bohaterowie, bo bez nich ta historia nie byłaby tak pełna i wciągająca. Mam tu na myśli postaci pierwszoplanowe, drugoplanowe czy nawet epizodyczne. Wszystkie są dobrze skonstruowane, ale i niezwykle autentyczne. Przede wszystkim postać Maggie, która pomimo tak olbrzymiej tragedii, jaka ją spotkała nie traci chęci do życia, a próbuje odszukać w obecnej sytuacji czegoś, czego może się uczepić. Dosłownie Maggie czepia się życia jak rzep i nie chce puścić, nie zatracając przy tym swojej osobowości. Mimo wszelkich przeszkód pozostaje osobą pogodną, trzeźwo-myślącą, ale generalnie pozytywnie nastawioną do zmian. A przy tym nie staje się kimś zupełnie innym, zgorzkniałym i sarkastycznym, jak w większości powieści tego typu bywa. Owszem, ma chwile załamania, jak pewnie z resztą każdy, ale siła tej postaci wynika głównie z tego, że jest budowana konsekwentnie i logicznie. Maggie jest filarem, na którym trzyma się cała historia (genialnie z resztą skonstruowana, ale o tym za chwilę). I choćby dla niej warto przeczytać tę historię. Ale nie tylko Maggie stadła moje serce. 

Fajnym dodatkiem jest jej zwariowana siostra Kitty, kolorowy kwiat i wolny duch, która jest bombą energetyczną i swoistym motywatorem dla głównej bohaterki. A wątek tajemnicy rodzinnej i trudnych relacji obu sióstr dał na chwilę odetchnąć od głównego problemu, jakim była walka o zdrowie Margaret, za co autorce należą się podziękowania. Nie mogłabym w tym miejscu nie wspomnieć także o Ianie - tajemniczym i oschłym fizjoterapeucie ze szkockim akcentem, który z zadziwiającym wręcz zaangażowaniem zajmował się główną bohaterką i jak się pewnie domyślacie, ich relacja znacznie wyszła poza ramy zawodowe.

Dla tych jednak, którzy liczą na gorący, namiętny związek między naszymi bohaterami... muszę Was zawieść. To nie jest romans. To głównie powieść obyczajowa z wątkiem romantycznym, który jest jedynie uzupełnieniem historii, a nie stanowi jej głównej osi. Sama, przyzwyczajona do romantycznych uniesień miałam może trochę za złe autorce, że nie skupiała się na budowaniu relacji między bohaterami tak bardzo, jakbym tego chciała, tylko dawała nam smaczki, w postaci kilkunastu scen, a szerzej posługiwała się wyszukanym i poetyckim, ale jednak opisem, ale wtedy powiedziałam sobie: Stop! Chwila! To nie o tym jest ta historia. 

A ta historia opowiada przed wszystkim o... przetrwaniu. Maggie umierała, ale powstała i zaczęła żyć na nowo. Autorka w tej niesamowitej historii zmieściła tak wiele wątków, które przecież mogły zdarzyć się każdemu z nas. Decydująca chwila; jedna, zła decyzja; brawura; ukryta prawda... Znamy to, prawda? Katherine Center tak naprawdę nie stworzyła tutaj niczego nowego, a jedynie przytoczyła nam fragmenty znane nam z telewizji czy z własnego życia. Tę książkę już dawno napisało samo życie. A jednocześnie sposób, w jaki poskładała do kupy rozbite elementy i skumulowała w sobie wszystkie emocje z nimi związane zadziwia i sprawia, że mamy tutaj do czynienia z niesamowicie piękną mozaiką. Autorka poprzez tą historię i swoich bohaterów daje nam niezłą szkołę. Zawstydza nas, przypominając nam, że istnieje wiele osób na świecie, którzy mają przysłowiowe "gorzej od nas", że nic nie jest dane raz na zawsze i wystarczy chwila, by zmieść wszystko w proch. Ale daje też nadzieję. Motywuje czytelnika, ukazując mu, że nigdy nie można się poddawać. Że we wszystkim można znaleźć te pozytywne strony i nawet z największych opałów można wyjść zwycięsko. Daje siłę wszystkim tym, którzy zaczynają wątpić we własną moc sprawczą. 

Dla mnie zdecydowanie to powieść niezwykle wartościowa i pouczająca, która na długo zapadnie mi w pamięci.  Nie tylko we względu na ciekawą fabułę, od której wręcz nie można się oderwać, ale także na emocje, które towarzyszą czytelnikowi. Skrajne, silne, ale prawdziwe. Od początku kibicowałam głównej bohaterce w jej walce o siebie i swoją przyszłość, smuciłam się i weseliłam razem z nią. Już dawno żadna powieść nie poruszyła mojej wewnętrznej konstrukcji tak mocno i z pewnością będę do niej wracać. W gorszych chwilach przypomni mi, że po burzy zawsze wychodzi słońce. 

Już dawno nie sięgnęłam po książkę opowiadającą o chorobie czy kalectwie, bo zwykle boję się, że książki tego typu są zbyt przygnębiające i przesiąknięte użalaniem się i beznadzieją. Ale w przypadku tej powieści nie było się czego bać. Przyznam, że gdy zaczęłam czytać tę powieść skojarzyła mi się trochę z "Zanim się pojawiłeś". Choć w przypadku tej pierwszej nie mamy bezpośredniego wglądu w uczucia osoby "okaleczonej", tak w tej możemy od początku do końca wczuć się w sytuację Maggie, znamy jej uczucia i i lęki, co daje jeszcze więcej emocji i dawki wzruszeń. Ale obie te powieści skojarzyły mi się, głownie dlatego, że "Milion nowych chwil" tak, jak "Zanim się pojawiłeś" są mimo poważnego wątku głównego, jakim jest kalectwo i trwały uszczerbek na zdrowiu niezwykle pozytywne i optymistyczne. W "Milion nowych chwil" nie brakuje jasnego humoru, który jest jak promyk słońca w pochmurny dzień, co sprawia, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Styl autorki co prawda bywa miejscami poetycki i wysublimowany, ale to w żaden sposób nie zaburza procesu czytania, za to kolekcjonerom dobrych cytatów da nieskończoność możliwości do wyboru. 

"Milion nowych chwil" to optymistyczna, pełna nadziei powieść o przetrwaniu, a przede wszystkim o sile ludzkiego charakteru i woli walki do końca pomimo odniesienia poważnych ran. To wzruszająca, przejmująca opowieść o odnajdywaniu jaśniejszych stron życia nawet w najmroczniejszych czasach i odbudowywaniu siebie na nowo, cegiełka po  cegiełce. Autorka nie wciska nam na siłę patosu, nie przytłacza dramatyzmem i s, nie karmi nas mądrościami, ale subtelnie, z nutą dystansu podpowiada, iż gwiazdy nie mają dla nas jednego planu, a jedna droga może mieć wiele odnóg, na końcu której czeka na nas nasz własny, szczęśliwy finał. Istnieje bowiem "wiele szczęśliwych zakończeń".


Za możliwość przeczytania tej historii dziękujemy bardzo 
Autor: Eli




Jeśli moja opinia pomogła ci w wyborze tej książki, dodaj plusa na:

RECENZJA: Zagubieni - Kevin Wignall

Zagubienie Kevin Wignall recenzja

Hej, jak się macie? Mam nadzieję, że dobrze. Musicie nam wybaczyć to wakacyjne rozprężenie. Ostatni czas spędziłam na urlopie i pomimo, że czytałam, na wakacjach nie ma czasu na pisanie. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją bardzo ciekawej młodzieżówki w surwiwalowym klimacie, którą choć miała swoją premierę jakiś czas temu, sprawdzi się idealnie na sierpniową lekturę. Są to "Zagubieni" Kevina Wignalla, którą otrzymałyśmy z uprzejmości Wydawnictwa Feeria Young. Jeśli jesteście ciekawi mojego zdania po przeczytaniu tej powieści, serdecznie zapraszam was na recenzję. 

Zagubieni Kevin Wignall

Opowieść o sile, przyjaźni i przetrwaniu?


 Tytuł oryginalny: When we were lost
Autor: Kevin Wignall
Tłumaczenie: Andrzej Godździkowski
Wydawnictwo: Feeria Young
Ilość stron: 340

"Zagubieni" opowiadają historię grupy nastolatków, którym cudem udaje się przeżyć katastrofę lotniczą. Głównym bohaterem jest Tom Calloway - nastolatek, który toczy życie licealnego outsidera. Z nikim się nie przyjaźni, izoluje się i nie uczestniczy w życiu szkoły. Z niechęcią zgadza się na udział w wycieczce na Kostarykę. Po śmierci rodziców w wypadku samochodowym, wychowywany przez Julię, przyjaciółkę rodziny, która nigdy nie była dla niego autorytetem, w życiu jest zdany wyłącznie na siebie. Nagła katastrofa samolotu, którym lecieli przerywa ich beztroskie życie. Garstka ocalałych licealistów znajduje się w bezkresnej, niebezpiecznej dżungli, pozostawieni sami sobie, gdyż wszyscy dorośli nie żyją. Malejące zapasy wody i jedzenia brutalnie im przypominają, że w tej grze o przetrwanie liczy się każda godzina, a panika może wybuchnąć w każdej chwili...

Już na początku wciągnął mnie klimat tej powieści. Losom bohaterów towarzyszy atmosfera napięcia, suspensu i niebezpieczeństwa. Niespodziewana śmierć dopada ich już na samym początku, brutalnie uświadamiając, że przeżycie katastrofy to za mało, aby wrócić cało do domu. Bez GPSa i Internetu nastolatkowie zmuszeni są trzymać się razem. Ocalali szybko wybierają przywódcę, aby nie przejmować odpowiedzialności za własne życie. Wybór pada na Joela, aspirującego przyszłego polityka. Tom trzyma się na uboczu i opracowuje własny plan ucieczki z deszczowego lasu. Wie, że im dłużej pozostają przy wraku tym mniejsze mają szanse. Pierwszą osobą, która zwraca uwagę na Toma jest Alice, którzy znali się z lekcji literatury i która w wypadku straciła byłego chłopaka. Oboje razem z Barneyem, zainteresowanym medycyną Shen'em i paroma innymi dzieciakami tworzą opozycyjną grupę, niezadowolenie z zarządzania Joela. Błędne decyzje mają bowiem katastrofalne skutki i giną kolejne osoby... 

Akcja powieści jest wartka i ciekawa. Fabuła jest logiczna i spójna. Przeprawa przez dżunglę nie przychodzi łatwo, bo nastolatkowie padają ofiarą węzy, piekącego słońca, jaguarów, pająków, kajmanów, a nawet handlarzy narkotyków z fabryki kokainy. Mam jednak wrażenie, że poziom niebezpieczeństw został zaniżony do poziomu akceptowanego dla docelowej grupy odbiorców przez co starszym czytelnikom momentami może wydawać się trochę naiwna.

"Popełnił tak dużo błędów, ponieważ nikt z nas nie odważył się wziąć na siebie tej odpowiedzialności". 
Autorowi udało się stworzyć szereg wyrazistych bohaterów. Najciekawszą postacią i osią powieści jest przede wszystkim Tom. Niezauważalny przez nikogo wcześniej, wycofany, nagle jest w centrum uwagi, w grupie błyszczy mądrością, inni zaczynają dostrzegać jego potencjał i widzą w roli lidera, powierzając mu własne życie. Ale Tom nie chce przejąć tej wymagającej roli. Opiekuje się rozbitkami i pilnuje, aby nie stała się im krzywda z niejako daleka. To on tak naprawdę bierze na swoje barki los wszystkich z którymi wcześniej nie miał nic wspólnego. Tom z czasem zaczyna dostrzegać swoją samotność i zaczyna odczuwać potrzebę przynależności. Zawiązuje przyjaźnie i pierwszy raz w życiu budzi podziw. Jest widoczny i akceptowany. Kolejnymi  ciekawymi postaciami są też Shen i Barney, którzy potrafili wykorzystać własną wiedzę i umiejętności i ratować innym życie przed śmiercią. Książka nie ma antagonisty, którym jest głównie dżungla i jej tajemnicze oblicza. Postacią, która jednak strasznie mnie irytowała był Joel, którego gubiła pewność siebie i wrażenie własnej nieomylności. Ciekawymi postaciami kobiecymi były Alice i Kate. W książce pojawia się duża ilość bohaterów i czasem łatwo się pogubić.     

Czego mi brakowało z "Zagubionych" to bardziej psychologicznego rozbudowania bohaterów. To książka z potencjałem, który nie został w pełni wykorzystany przez autora. Mam na myśli zwłaszcza postać Toma, który został popchnięty do dokonania okrutnego czynu, którego spowodowało niego objawy PTSD. Chciałabym bliżej poznać, co działo się w jego głowie, dlatego dużo lepsza w tej powieści byłaby narracja pierwszoosobowa z perspektywy Toma. Książka też nie ma stricte zamkniętego zakończenia co pozostawiło u mnie niedosyt. Do gustu za to przypadł mi styl autora. Książka choć ma budzić w czytelniku strach, czyta się lekko i szybko.

Choć książkę można zaliczyć do młodzieżowego thrillera jest to przede wszystkim opowieść o stracie, przyjaźni i dorastaniu w okrutnych okolicznościach przyrody. Okazuje się, które szkolne zainteresowania są bardziej przydatne w praktyce, książkowa wiedza jest szybko weryfikowane a konsekwencje jednej decyzji mogą zaważyć na dalszym dorosłym życiu. Innym ważnym tematem podjętym w tej powieści jest poczucie wspólnoty i przynależności do grupy rówieśniczej z jakim borykają się tysiące nastolatków na całym świecie.    

"Zagubieni" Kevina Wignalla są ciekawą opowieścią o odwadze, sile charakteru, śmierci, przyjaźni i prawdziwa lekcja surwiwalu. To wciągająca młodzieżówka o przetrwaniu w najbardziej ekstremalnych warunkach, gdzie kluczem do przeżycia jest wydostanie się z niebezpiecznej dżungli, która zabija, eliminując najsłabsze ogniwa. Uświadamia, co człowiek jest w stanie zrobić, aby wrócić do domu...


Za możliwość przeczytania tej historii dziękujemy bardzo 





Autor: Pola




Jeśli moja opinia pomogła ci w wyborze tej książki, dodaj plusa na:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4891686/zagubieni/opinia/53131995#opinia53131995

RECENZJA: Testerka szczęścia - Anna Szczęsna


Hej kochani, jak się macie? Mam nadzieję, że dobrze. 
Dziś przychodzę do Was z książką, która każdej poszukiwaczce szczęścia na pewno przypadnie do gustu. To oczywiście "Testerka szczęścia" od Anny Szczęsnej, wydana nakładem wydawnictwa kobiecego, któremu serdecznie dziękujemy za egzemplarz. 


Testerka szczęścia 

Anna Szczęsna


Autor: Anna Szczęsna
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 334 



Tytułowa "Testerka szczęścia" to dwudziestoośmioletnia Agnieszka, która zamieszkuje w niewielkim, odziedziczonym po babci domku na przedmieściach. Z zawodu jest blogerką, a jej praca polega głównie na "testowaniu porad i przepisów" na szczęście, którzy inni ludzie sprzedają jak lek na kaszel. W jej perfekcyjnie zaplanowanym życiu nie ma miejsca na improwizację i utratę kontroli, dlatego, gdy siostra wymusza na niej poszukiwanie partnera na ślub, kobieta zaczyna tracić pewny grunt pod nogami. Zaczynają się komplikacje, a jej idealny plan na siebie zaczyna się sypać... W dodatku na jej drodze staje tajemniczy Bartek, który z pozoru kompletnie nie pasuje do układanki, jaką sama dla siebie ułożyła. Czy ekspertka od szczęścia znajdzie idealny przepis dla siebie? Czy jednak zrozumie, że szczęścia nie da się uchwycić? Tego oczywiście musicie dowiedzieć się sami. 

Agnieszka to światowa, pełna energii kobieta, która wie, czego chce od życia. Nie jest wymagająca.Pomimo pewnych sukcesów na koncie pozostała skromną domatorką, ceniącą ciszę własnego ogrodowego raju. Jest niezwykle pogodna, optymistycznie nastawiona do ludzi i świata, ale przede wszystkim zorganizowana i zmotywowana, by w razie potrzeby przezwyciężać napotykane trudności. Dba nie tylko o stary dom babci, ale o swój rozwój osobisty, czując, że ma wszystko, czego jej do szczęścia jest potrzebne. Jej zwykłe spokojne, poukładane życie koncentruje się głównie na pracy, którą kocha i której wszystko podporządkowała, włącznie z samą sobą. 


Przyznam, że na początku czytania książki miałam z Agą pewien problem,bo wszystko, co robiła, wydawało mi się zbyt idealne, nawet trochę sztuczne i nie mogłam uwierzyć, że sama bohaterka wierzy we własną bajkę. Na szczęście w miarę czytania zaczynamy się bardziej zagłębiać w jej wewnętrzny świat i coraz bardziej dostrzegamy zachodzące zmiany, nie tylko wokół Agnieszki, ale i w niej samej. Czytelnik z strony na stronę przekonuje się, że wszystkie książki i konferencje, jakie czytała i w jakich uczestniczyła tak naprawdę nie dają obrazu prawdziwego szczęścia. Agnieszka zaczyna dostrzegać, że dotychczas karmiła się obłudą i pozorami, które tak naprawdę mają się nijak do rzeczywistości. 

To było moje pierwsze podejście do książek, której głównym motywem było poszukiwanie szczęścia, ale przyznam, że to próba bardzo udana. Autorka znakomicie ukazała wewnętrzną przemianę i drogę, jaką przebyła główna bohaterka. Dla osób racjonalnych, niewierzących w te wszystkie brednie, jakie czasem pojawiają się w poradnikach zachowanie Agnieszki na początku książki może wydawać się niemal irytujące; dla romantyczek buszujących głęboko w chmurach czy osób samoświadomych,  zrozumiałe. Ja natomiast z wielką chęcią dałam się wciągnąć w jej świat. Świat poukładany, ale nieidealny, o czym dosyć szybko się przekonujemy. Gdy w tym idealnie namalowanym obrazie zaczynają pojawiać się rysy i pęknięcia, a zaczynają pojawiać się prawdziwe emocje książka naprawdę oferuje ciekawą refleksję na temat szczęścia czy życia w ogóle. Autorka nie narzuca swojej wizji szczęścia, niczego nie definiuje wprost, a jedynie subtelnie, tak między słowami podpowiada jak to szczęście może wyglądać. Daje nam jedną z możliwych opcji. Zwraca uwagę na to, co najważniejsze i to niezmiernie mi się podobało. 

Oprócz ciekawej fabuły, prawdziwych historii z życia i prostej, przystępnej narracji, książka posiada też wiele innych atutów. Przede wszystkim żywych, prawdziwych bohaterów i nieudawane emocje, które biją z książki. Bardzo polubiłam zarówno siostrę Agi, jak i jej mamę, "bachorzęta" oraz samą postać Bartka. A także to, że można uleć wrażeniu, że tą książkę napisało po prostu samo życie. Nie ma tutaj pastiszu, jaki często pojawia się w serialach, sztuczność nie razi po oczach, a daje się wyczuć prawdę, choć może czasem literacko upiększoną. 

Początkowo uważałam, że to będzie lekka, bezrefleksyjna książeczka na lato. Moje przekonanie szybko okazało się błędne, gdyż "Testerka szczęścia" to także książka która uczy. Może nie tego czym jest szczęście i jak je zdobyć, nie jest encyklopedią czy kompendium wiedzy w poszukiwaniu własnej recepty na szczęście, ale ukazuje nam iż najważniejsze są nie ulotne chwile szczęścia, a wspólna droga przez trudy życia obok ukochanych osób. Uświadamia nam, że czasem nie warto całego życia poświęcać czemuś, czego tak naprawdę nigdy można nie odnaleźć, bo przy okazji można zgubić coś bezpowrotnie. A najważniejszym morałem jest to, iż nie można cały czas być bezmiernie szczęśliwym, bo wówczas nie docenialibyśmy tych chwil, może kruchych, może szybkich, ale jakże prawdziwych. 


"Testerka szczęścia" to pełna optymizmu i pozytywnej energii powieść o poszukiwaniu siebie i tego, czym dla nas jest szczęście. To tak naprawdę podróż przez obłudę obecnego świata nastawionego na zysk, w którym ludzie są w stanie zapłacić wiele, by nigdy nie zaznać cierpienia. To ciepła opowieść o pasji, duchu młodości i wiośnie w sercu, ale także o stracie, bólu i przezwyciężaniu kłód, jakie pod nogi rzuca nam los. Autorka w pięknym stylu mówi o tym, iż szczęścia nie da się zaplanować, bo życie i tak zweryfikuje nasze plany, a każda recepta na bycie szczęśliwym, choćby najdziwniejsza, jest dobra,jeśli tylko daje nam prawdziwe spełnienie.



Za możliwość przeczytania tej książki dziękujemy

Autor: Eli


Jeśli moja opinia pomogła wam w wyborze tej książki, klikajcie plusy na:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4883969/testerka-szczescia/opinia/52818696#opinia52818696

RECENZJA: Trochę, nigdy, do szaleństwa - Adi Alsaid

Trochę nigdy do szaleństwa Adi Alsaid recenzja


Hej kochani, jak się macie? Mam nadzieję, że dobrze. 

Ostatnio, nie ukrywam, zrobiłam się trochę leniwa i zamiast czytania czy pisania recenzji wybieram korzystanie z uroków lata i pięknej pogody. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, która już dawno powinna się pojawić na blogu. 
Mowa o książce "Trochę, nigdy, do szaleństwa", autorstwa Adiego Alsaida (nie mam pojęcia jak się odmienia to nazwisko), którą przeczytałam dzięki uprzejmości  wydawnictwa Feeria Young. Słyszałam już o tym autorze, choć przyznam się, że nazwisko autora było dla mnie dosyć niejednoznaczne i z zaskoczeniem przyjęłam informację, że książka została napisana przez mężczyznę. Z tym większym zainteresowaniem po nią sięgnęłam. Jeśli tak jak ja, która licealne dramaty ma już za sobą, chcecie na chwilę cofnąć się do tego wyjątkowego czasu w życiu młodego człowieka, to serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji. 

Trochę, nigdy, do szaleństwa 

Adi Alsaid


Gdy powiedzenie "Nigdy nie mów nigdy" nabiera znaczenia...

Tytuł oryginalny: Never, Always, Sometimes
Autor: Adi Alsaid
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 352



Historia Dave`a i Julii, dwójki przyjaciół, rozpoczyna się, gdy nastolatkowie mają rozpocząć naukę w nowej szkole. Chcąc pozostać sobą i nie stracić nic ze swojej oryginalności, wspólnie stwarzają listę rzeczy, których nigdy nie dopuszczą się w trakcie nauki w liceum. Nie wiemy jak udaje im się dotrzymać wszystkich punktów umowy, ale gdy nagle przenosimy się w czasie, prawie 4 lata do przodu znudzona szkolną rutyną Julia namawia przyjaciela, by w ramach żartu zrealizowali wszystkie punkty z listy, jaką spisali jako dzieci. Od tej pory Dave i Julia w pocie czoła łamią swoje własne przyrzeczenia, które dla obojga mogą skończyć się nie tylko kacem na balu na zakończenie szkoły, ale i złamanym sercem...


Książka została podzielona na kilka części, a właściwie na dwie główne perspektywy. Pierwszą część historii opowiada Dave`a, a w połowie książki narrację przejmuje Julia. To ciekawe rozwiązanie, gdyż możemy się bliżej przyjrzeć skrywanym emocjom i rozterkom towarzyszącym zarówno jednej, jak i drugiej stronie, zwłaszcza, że książka jest prowadzona w trzeciej osobie. Nie mniej jednak czasem brakowało mi odniesień Julii do pewnych zachowań, gdy narratorem był Dave, gdyż chciałabym się w czuć w jej sytuacje, zobaczyć jak wyglądało to z jej perspektywy. Może wtedy nie miałabym lekkiego dysonansu, gdy następuje przeskok na jej opowieść i uniknęłabym wrażenia, że jej uczucia i reakcje wzięły się nagle, "znikąd".Tak, jak po zmianie narracji autor radzi sobie całkiem nieźle i perspektywa Julii wydaje się pełna przy opisywaniu reakcji i emocji obojga, tak u Dave`a miejscami mi to uciekało albo musiałabym przeczytać tą część jeszcze raz, bo być może są tam niuanse, których nie zauważyłam.  

To nie będzie wielka tajemnica, którą zdradzę, bo pewnie się domyślacie, że jedna strona złamała wcześniej co najmniej jedną zasadę i najgorsze tą najważniejszą: "nigdy nie zakochuj się w swoim najlepszym przyjacielu". Od początku opowiadania historii przez Dave`a dowiadujemy się, że chłopak od kilku lat jest w beznadziejnie i skrycie zakochany w Julii i z obawy przed złamaniem zasad zachował to dla siebie. To głównie dla niej zdecyduje się na tą całą przygodę, narażając się na to, że jego sekret wyjdzie na jaw. Dla niej godzi się na te wszystkie czasem dość zabawne historie, byle tylko ją uszczęśliwić. A co, gdy się okażę, że jego uczucie może zostać odwzajemnione, a na horyzoncie pojawia się ktoś interesujący, kogo nie warto ignorować? 

Tak jak potrafiłam zrozumieć postawę Dave`a tak z Julią na początku książki miałam problem, bo dziewczyna czasem wydawała mi się chaotyczna, pełna sprzeczności i niezdecydowana. O wiele bardziej podobała mi się postać Dave`a, która może jest mało zaskakująca i napisana prosto, ale lubię, gdy bohater zachowuje się mniej więcej tak, jak wskazują na to jego cechy charakteru. Od razu wiadomo, jaki jest i to mi odpowiadało. Z kolei Julię na początku ciężko było mi zrozumieć, choć już w drugiej części jej zachowanie zostało  poniekąd lepiej wyjaśnione i inaczej na nią patrzyłam. Postać Julii jest o wiele bardziej skomplikowana i ma wiele masek, które zakłada, a wszystko zostaje okraszone nieustępującym sarkazmem i dystansem do świata. Polubiłam zarówno jej postać, jak i Dave`a, mimo, że nie jetem już nastolatką, a koleżanką parę lat starszą od nich. Kibicowałam im od samego początku, choć do końca nie wiedziałam jak ich relacja się rozwinie i trochę mnie zaskoczyła końcówka, bo nie do końca się tego spodziewałam.  


Zarówno dla Julii, jak i dla Dave`a ich przyjaźń stanowi główną oś ich szkolnego i pozaszkolnego życia, któremu nastolatkowie poświęcają całą swoją energię i uwagę. Na pierwszy rzut oka wydaje się to wręcz niewyobrażalne, gdyż poziom ich wzajemnego zrozumienia przekracza wyobrażanie i wydaje się, że oboje dryfują gdzieś po środku czasoprzestrzeni w swojej bańce kilka poziomów wyżej nad resztą innych ludzi. Ich przyjaźń jest piękna, mocna, ale czasem ograniczająca. Bo tak naprawdę Dave i Julia walcząc o swoją własna bańkę, odgrodzili się od baniek innych. Bojąc się posądzenia o bycie "banalnym" tak naprawdę sami zamknęli się w swoim świecie, do którego nikogo nie chcieli wpuścić, po części stając się tym, przed czym uciekali. Autor tutaj bardzo dobrze odzwierciedla obawy młodych ludzi o przyszłość, własną tożsamość i poczucie wyróżnienia się na tle grupy. Niestety, zarówno Dave jak i Julia za późno orientują się, że stawiając sobie tak rygorystyczne ograniczenia, sami skazali się na "licealne więzienie", tracąc po drodze wiele nadarzających się okazji, których nie są w stanie już nadrobić. Dokonali pewnego poświęcenia, niestety nie bez konsekwencji. Dave szybciej odkrywa, iż szufladkowanie ludzi, bez wcześniejszego poznania może się zemścić. 


Książka oprócz powrotu do licealnych dramatów, które kiedyś pewnie niejednego ucznia liceum przyprawiała o wypieki czy salwy śmiechu bierze się za poważne tematy.  Jednym z nich jest wcześniej wspomniane poszukiwanie własnego ja, odnalezienie własnego miejsca w świecie i szukanie odpowiedzi na pytanie "kim jestem". To także ciekawie przestawiona walka z nastoletnimi porywami, buzującymi hormonami i szalejącymi emocjami, których  czasem bohaterowie do końca nie rozumieją. Wyczuwalne są tutaj wszystkie rozterki i nawiązania do hamletyzmu, gdzie walka wewnętrzna między pragnieniem a czynem czasem idzie w kierunku odwrotnym niż zamierzony, ale przedstawiona w lekkiej formie, bez zbędnego dramatyzmu. Ponadto przedstawiono tutaj trudne relacja matka-córka, które nie zawsze są przepełnione bezinteresowną, matczyną miłością. 

Książkę czyta się niebywale szybko, a styl autora zdecydowanie do tego zachęca. Choć pomysł na fabułę, poruszane tematy, postacie wypadają całkiem nieźle i generalnie mi się podobały, to książka nie ustrzegła się pewnych znanych schematów a akcja powieści nie gna na łeb na szyję. Cechuję ją raczej wolna, powolna narracja, ale zabawne sytuacje i fajnie skonstruowane dialogi bohaterów przeplatane humorem ułatwiają czytanie. Autor ustami bohaterów trochę uczy nas dystansu.




"Trochę, nigdy, do szaleństwa" to pełna humoru i zabawnych tarapatów książka nie tylko dla młodzieży. To propozycja dla osób młodych duchem, które pragną powrócić do nastoletniego świata pełnego gorących uczuć, wzlotów i upadków, pierwszych miłości i pierwszych rozczarowań. To słodko-gorzka historia o poszukiwaniu siebie i własnych pragnień,ale napisana z przymrużeniem oka, skłaniająca czytelnika do namysłu, czy w młodości warto "nigdy nie mówić nigdy". 



Za możliwość przeczytania tej książki dziękujemy bardzo


Autor: Eli



Jeśli moja opinia pomogła wam w wyborze tej książki, klikajcie plusy na:

RECENZJA PREMIEROWA: Zbuntowane serce - Vi Keeland, Penelope Ward

Zbuntowane serce Vii Keeland Penelope Ward recenzja

Cześć kochani, jak się macie? Mam nadzieję, że dobrze. Dzisiaj mam dla was gorącą premierę książkową lipca niezawodnego pisarskiego duetu Vi Keeland i Penalope Ward - bestsellerowych autorek romansów, którą otrzymałyśmy z uprzejmości Wydawnictwa Editio.Red. "Zbuntowane serce" to kontynuacja dylogii Rusha (#Rush Duet) - wydanego niedawno "Zbuntowanego dziedzica". Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii serdecznie zapraszam do czytania. Jeśli nie czytaliście jeszcze poprzedniej części możecie zapoznać się z moją opinią TUTAJ.

Zbuntowane serce Vi Keeland, Penelope Ward

Opowieść o ojcostwie i rozliczaniu się z przeszłością?

Tytuł: "Zbuntowane serce"
Tytuł oryginalny: "Rebel Heart"
Seria: Rush Duet
Autor: Vii Keland, Penelope Ward
Wydawnictwo: Editio.Red
Ilość stron: 267


"Zbuntowane serce" jest bezpośrednią kontynuacją losów młodej pisarki Gii Mirabelli i właściciela baru The Height w HamptoHeathcliffa "Rusha" Rushmora. Na drodze do ich szczęścia stanęła nieplanowana ciąża Gii, ale Rush postanawia zaakceptować nienarodzone dziecko i razem stworzyć rodzinę. Oboje udają się na przyjęcie podczas którego Gia musi zmierzyć się z niewygodną prawdą na temat owocu jej jednorazowej łóżkowej przygody. Harlan - mężczyzna, który ją oczarował i oszukał to tak naprawdę przyrodni brat Rusha, Elliot. Rush z trudem przyjmuje, że ojcem dziecka jego ukochanej dziewczyny jest znienawidzony przez niego członek rodziny. Tymczasem musi zmierzyć się ze śmiercią bliskiej osoby i wyjeżdża do Arizony, aby tam nabrać dystansu do obecnej sytuacji. Gia za to postanawia zacząć organizować życie dla siebie i dziecka, nie uwzględniając w nim jedynego mężczyzny, z którym chciała spędzić resztę życia razem. Rush staje przez bardzo trudnym wyborem, zastanawiając się, czy jego miłość do Gii wystarczy, aby pokochać dziecko swojego największego wroga...


"Rush nie łatwo otwierał przed innumi swoje serce, ale gdy już to robił, oddawał siebie w stu procentach. I teraz też był gotów wejść w to razem ze mną całkowicie". 
W tej części książki po części romans schodzi na dalszy plan, a prym wiodą wątki obyczajowe, związane ze skomplikowaną sytuacją w jakiej znaleźli się Gia i Rush. Chłopak walczy z samym sobą, zastanawiając się, czy jest w stanie pokochać dziecko kogoś, kto przez całe życie go upokarzał i miał za nic. Jednocześnie nie potrafi odciąć się od Gii i stara się jej pomagać na każdym kroku. Choć oboje się bardzo mocno kochają, muszą zmierzyć się z tym, iż być może już nigdy nie będą razem.  


Choć akcja w tej części jest nieśpieszna, nie ma zaskakujących zwrotów akcji, całość jest spójna i logiczna. Już na początku lektury niesamowicie wciągnął mnie dalszy ciąg tej historii, z uwagi na emocje, które wzbudzały we mnie poszczególne sceny. Bohaterowie przeżywają prawdziwe piekło, takie realne, a autorkom udało się doskonale uchwycić ich cierpienie, zwłaszcza w przypadku Rusha. Perypetie głównych bohaterów były bardzo życiowe, a dialogi jakie ze sobą toczyli bardzo naturalne, za co już wcześniej polubiłam twórczość autorek. 

Bardzo spodobał mi się wątek "arizoński", którym czytelnik ma okazję poznać trochę bliżej przeszłość Rusha. Po latach sporadycznego utrzymywania kontaktów, na nowo pogłębia relację między swoją dawną przyjaciółką z dzieciństwa Beth i razem przeżywają wspólną żałobę. Rush musi się  zmierzyć ze stratą kogoś w kim miał wzór ojca. Bohaterowi udaje się też z zadziwiającą łatwością skraść serce  sześcioletniego synka Beth, Owena. Całą trójkę połączyła wyjątkowa przyjaźń, a dziewczyna stara się przekonać Rusha, że jest idealnym materiałem na ojca, nawet jeśli nie swojego dziecka. 

Tym, co w książkach Vi Keeland i Penelope Ward mi się podoba, jest to, iż udaje im się stworzyć bohaterów, którzy są "wyjęci z życia". Choć może losy Gii i Rusha są pogmatwane, oni  sami są ludzcy i prawdziwi. Rush ciągle potrafił mnie zasmucić i rozbawić, był tym samym czułym facetem, który tylko z wyglądu wygląda na niebezpiecznego. Gia  z kolei nadal pozostała tą szczerą, normalną dziewczyną, którą polubiłam w poprzedniej części. Znając dobrze głównych bohaterów, a poznając ich jeszcze lepiej, moją uwagę w tej części zwróciły postaci poboczne. Od początku polubiłam Beth i strasznie żałowałam, że autorki poświęciły jej tak mało miejsca. Jeszcze bardziej za to znienawidziłam Elliota. Całą dylogię był podstępnym gnojkiem i wzbudzał we mnie taką niechęć, do jakiej został stworzony. Może był trochę jednowymiarowy, ale nie dbałam o to w trakcie czytania. Ciekawą postacią był oczywiście Oak - jeden z pracowników Rusha, oraz ojciec Gii - policjant z Qeens.  

"Gię kochałem bardziej, niż jestem w stanie nienawidzić kogokolwiek". 

Bohaterowie znani z poprzedniej części często są "sumieniem" Rusha. Podpowiadają mu jak powinien postąpić, otwierają oczy na pewne sprawy. Starają się przekonać, iż ojcostwo nie wynika z DNA.Jest to jedno z głównych przesłań tej książki, która tylko z pozoru może wydawać się lekka.

Na przykładzie Rusha autorki poruszają bardzo ważny problem - opowiadają historię z perspektywy niechcianego dziecka, niekochanego przez rodzonego ojca, pogardzanego przez własnego brata. Zwracają uwagę jak ważne w życiu każdego małego człowieka jest autorytet rodzicielski. Rush, nawet jako dorosły mężczyzna, łaknie zainteresowania, choć się do tego nie przyznaje. Pogodzony z brakiem miłości ojcowskiej długo zajmuje mu, aby podjąć ostateczną decyzję: czy jest w stanie wejść do życia Gii i jej dziecka na sto procent. Ale aby to zrobić sam musi poukładać stosunki z własnym ojcem, którego spotkała poważna choroba. Może Rush za długo się miota w kwestii związku z Gią, ale w jego sytuacji jest to zrozumiałe. Przepełnia go lęk, że może zapałać niechęcią do dziecka osoby. z którą łączą go silne, negatywne emocje. Dużą uwagę autorki przykładają tematowi ojcostwa z wyboru i kwestii odpowiedzialności jaka wiąże się z decyzją o wychowywaniu dziecka, który był świeży i oryginalny.  

Książka ta, jak i poprzednie moje spotkania z twórczością autorek, była dla mnie miłą odskocznią od rzeczywistości. Czyta się ją szybko, niemal połyka bo pisana jest współczesnym językiem, niewolnym od wulgaryzmów, czy pikantnych opisów, ale mnie one kompletnie nie przeszkadzają. Znalazłam w niej humor, przy okazji udało mi się przy niej wzruszyć. Książka podarowała mi paletę emocji i dostałam to, czego oczekiwałam. Zwieńczenie ciekawej historii.  



"Zbuntowane serce" to kolejny gorąca propozycja niezawodnego pisarskiego duetu. To wciągająca opowieść o sile miłości, trudnych wyborach, wstrzymujących nas lękach i pokonywaniu własnych słabości. To historia o tym, iż w życiu najważniejsze jest podążać za głosem serca, a miłość rodzicielska i opieka to największe dary jaki można podarować drugiemu człowiekowi, nawet jeśli nie łączą go z nami więzi krwi.  

Za możliwość poznania dalszych losów Gii i Rusha, dziękujemy bardzo


Autor:Pola






Jeśli moja opinia pomogła wam w wyborze tej książki, klikajcie plusy na:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4874848/zbuntowane-serce/opinia/52618325#opinia52618325